Kiedy elektryk idzie do więzienia

Kiedy elektryk idzie do więzienia

Zdarza się, że protokoły z pomiarów konieczne do odbioru budynków lub z okresowych sprawdzeń są podpisywanie przez osoby uprawnione, które wcale ich nie sprawdzały. To może wydać się, gdy nastąpi wypadek, pożar lub ktoś doniesie. I wtedy elektryk ponosi odpowiedzialność za poświadczenie nieprawdy w dokumentach dla korzyści majątkowej (wynagrodzenia), przez co naraził zdrowie i życie ludzkie na uszczerbek.

Zgodnie z art. 271 Kodeksu karnego funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu, która poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do lat pięciu. Przypadki mniejszej wagi karane są grzywną albo ograniczeniem wolności. W § 3 stwierdzono, że sprawca, który poświadczył nieprawdę w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, podlega karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do lat ośmiu.

Oczywiście sytuacja się pogarsza, gdy są ranni lub zabici.

Wiele osób uważa, że po kilku miesiącach od wykonania prac nie są już odpowiedzialni za ewentualne problemy z instalacją. „No bo przecież użytkownik mógł wprowadzić zmiany, za które my już nie odpowiadamy” – twierdzą. Ale w poważnych sprawach, np. badania przyczyn pożaru czy wypadku, sąd potrafi być dociekliwy. I biegły sądowy może zbadać, na którym etapie zrobiono błąd, a także że pomiary wykonano nieprawidłowo lub wcale nie wykonano.

Autor: mgr inż. Tomasz Karwat rzeczoznawca IR SEP i NOT, wykładowca Akademii Umiejętności Inżynierskich